Po trudach zdalnego nauczania, roku izolacji i braku kontaktu z rówieśnikami wróciliśmy z impetem do szkoły. Z impetem, bo już w drugim tygodniu września ruszyliśmy na prawdziwą Zieloną Szkołę - taką, na której człek się uczy i bawi, spędzając czas na łonie natury w gronie ziomków, których tak bardzo nam brakowało.
I tak trafiliśmy do mazurskiej Kulki. Ośrodek położony w głębi lasu nad brzegiem błękitnego jeziora stał się dla nas centrum świata na kolejne – intensywne - trzy dni.
Dzień w Kulce zaczynał się wcześnie i kończył wraz ze zmierzchem. Uczyliśmy się mnóstwa rzeczy - gry na niekonwencjonalnych instrumentach, udzielania pierwszej pomocy i konstruowania noszy z dostępnych w lesie materiałów. Musieliśmy wytężać mózgownice podczas gier terenowych - częstokroć z użyciem kompasu, gdzie nie tylko refleks się liczył, ale głównie wiedza ogólna, spryt i inteligencja. Poznaliśmy szereg mnemotechnik, które rozruszały nasze szare komórki. O kulturę i dobre wychowanie również zadbano dając nam lekcje savoir vivre'u.
Oczywiście znalazł się również beztroski czas ku pokrzepieniu uczniowskich serc i fizycznej regeneracji - wieczorne koncerty karaoke, taniec „belgijka”, gry planszowe dla gigantów i przerwy między zajęciami spędzane głównie na graniu w nogę albo siatę.